Pan Trup EP

by Pan Trup

/
  • Streaming + Download

    Includes high-quality download in MP3, FLAC and more. Paying supporters also get unlimited streaming via the free Bandcamp app.

      name your price

     

1.
05:27
2.
3.
03:04
4.
5.
03:33

credits

released April 24, 2015

tags

license

all rights reserved

about

Pan Trup Krakow, Poland

Maria Marcinek (perkusja),
Maciej Mazurkiewicz (gitara elektryczna),
Mirosław Osika (gitara basowa),
Tomasz Samołyk (wokal),
Łukasz Wolak (klawisze)

contact / help

Contact Pan Trup

Streaming and
Download help

Track Name: Wałkonie
Mówię, że skończę w piekle
Ty - że skończymy razem
Ja - że to właśnie powiedziałem

Płynie czas,
a my wciąż nie mamy żon
W razie skarg, twierdzimy, że
jeszcze ich nie chcemy mieć
Interesują nas kobiety,
lecz te zajęte, i nie poetki
Wszystkie kobiety są córami pierwszej Ewy

Połóżmy się, czekajmy
Czas sam przyniesie zmiany
Bo godnie jest i pięknie
Wziąć leżeć i cierpieć
Lecz jak tu nie bać się śmierci?
My tu ją pozdrawiamy
Za rzadko patrzymy w morze
Za rzadko patrzymy w morze

Boże mój!
W cośmy się wkopali!
Ażebyśmy się byli nie narodzili
Ta amatorska myśl,
że nie masz już czym żyć
Optymizm z egoizmu

Rozpusta to też jest sztuka
Jej potrzebna dzielna dusza
Naszym znakiem będzie kwiat
Kwiecień to jest dla nas czas
Rosną nam siwe włosy
i z niedostatku puchną mordy
Wiecznie zakochani, ale
zawsze bez pieniędzy, zawsze

Puszczam pracę
Dorosły świat nie ma marzeń
Ich świat to nieznośne, przykre bzdury
Przepych cieszy tylko nędzę
Czy ty widzisz, jak się cieszę?
Track Name: Bardzo duże BUM!
Na podłodze, tuż pod klamką,
nie wyglądam jak ten król (tani chwyt)
Jest nerwowo, bo wybrałem
zbyt drapiący sznur
(I wzdychać będą potem)
Żeby tylko się do ciała
jeszcze nie dobrały żuki
Zanim dotrą z telewizją,
rozdrapuję sobie dziury

Oto bardzo duże B U M !
Bojkotuję swoje ciało
Oto bardzo duże B U M !
Wściekle jeszcze produkuję
próżną żałość
Tak śliczni żołnierze,
a padli ze strachu
Szybki koniec wojny,
nie było nawet startu
Wzrokiem ludzi patrzą,
co snów nie miewają
Własna nuda ich zarzyna
Słowem - małość

Spocony jeszcze myślę, czy
wyszedłem jak Camus i Dean (mat za szach)
O mój Boże, w samochodzie
się nie ostał żaden list (a świat trwa)
Zapędziłem się w wyścigu,
w którym ściga się na szczerość
Przecież lepiej jest kopiować
jak nadużywany Xerox

Jeszcze tylko na dyktafon
nagrać swój szelmowski śmiech
Film naświetlić, nie zostawić
żadnych śmiesznie ckliwych zdjęć
Życie pisze scenariusze,
czasem jednak pisze śmierć
Nie chcę wracać, kilku sapnięć
ze zgniłego tlenu skraść

Fleszem błyska skala radia,
liczę dla mnie latające kruki
Dziś oprawę abdykacji
uświetniłem sobą sam

Manekiny! Twory z pępka!
Tak kochałem wszystkich was!
Nikt mnie nie chciał; jak się nie śmiać,
tańcząc ten chocholi walc?!
Track Name: Szkło
Że się kręci, a nie spada
Dość bolesna to zabawa
To tak zwana rzeczywistość
Albo sobie znana miłość

Chociaż, miłość to jest szkło
Szkło się wyślizguje z rąk
Najpierw mocno średni post
Potem intensywna noc

No, a dusza to jest gaz
Co się spala i wybucha
W noc się budzi, w dzień zamiera
Demon, nasz wewnętrzny głos

Przecież kryształ to nie lód
To nie pęknie, choćbyś tłukł
Chociaż godzi w ręce, piecze wielce
Rzuca się na serce

Gdy wielka rzeka, wielki most
Kiedy kiepski post, to szybka noc
Przecież miłość to jest szkło
Szkło się wyślizguje z rąk
Track Name: Rybołówstwo
No, to ja trup jestem czy lunatyk?!
Przecież wszędzie widzę szczury!
Chyba z nudą przesadziłem
Śniłem wojnę naraz z dżumą
Co wygrałem, postradałem
Własne łóżko na wygnanie

Rybołówstwo robi rybak
Cudzołóstwo czyni cuda(k)
Jeśli da się, wymyśl, ale
Spośród wielu gorszych opcji
Trzeba robić swą robotę
I markować, że jest dobrze

Nieudanych mężczyzn klub
I ich rozpasanych krów
Tłuste ścierwa plują juchę
Bierz w cholerę, przynoś dżumę!
W prostym mieście na zakręcie
Rynsztok żółto-szarych głów
Track Name: Squash
Już nożyk w dłoni
Tak kochasz squash
Zamkniemy się, kochanie
W klatce małej, szklanej

Zauważ, właśnie sobie odbijam
W dzieciństwie nie miałem pegazusa
Zauważ, czym sobie odbijam
W dzieciństwie nie miałem pegazusa

Światła się nie lubi
Słońce nazbyt kłuje
Ptysiu, pogaś światła
Będzie niespodzianka

Element zaskoczenia
W usta twe skarpetka
Boże, ale błąd!
Głowa większa niż rakieta!